wierszyki
milosne
Strona G³ówna      |      Wasze Wiersze      |      Artyku³y      |      Szukaj 07 Wrzesieñ 2010 23:08
Logowanie
Nazwa U¿ytkownika

Has³o



Rejestracja
Przypomnienie Has³a
Ostatnie Artyku³y
Strzesz siê laska!!!
Wojna P³ci
Poca³unek
Narcyzm
¯EGNAJ SEXIE?
                      więcej >>
Nowe
Wierszyki
Kochankowie
HERRROS
                      więcej >>
Teksty
Nadzieja.
Dzis znowu przesz³a...
                      więcej >>
Autorzy
zyzy
Zawsze ZaKoChana
                      więcej >>
Czytelnia
Aforyzmy
Znaczenie Imion
Wierszyki
Senniki
Opowiadania
Wiersze
Mi³o¶æ
Umys³
Reklama
U¿ytkowników Online
Go¶ci Online: 9
Moncia219

Ale mamcia mowi³a..



„- Witam. Usi±dz. Czemu zdecydowa³a¶ siê mnie odwiedziæ?
- Bo Mamcia mówi..
W u³amku sekundy dostrzeg³, ¿e ten przypadek zasadniczo ró¿ni siê od reszty. Na oko dwudziestoletnia dziewczyna usiad³a na fotelu. ¯u³a gumê, jej policzki zaczê³y przypominaæ mordkê chomika, po chwili us³ysza³ pêkniêcie truskawkowego balona.
- Co jeszcze twoja mama mówi?
S³oñce. Du¿o s³oñca. Pi³ka, ale nie taka siatkowa! Dmuchana. Pla¿owa. Tatko chcia³ jako¶ im wynagrodziæ fakt, ¿e w tym roku równie¿ nigdzie nie pojad±. Biega³a z braciszkiem po ogrodzie. Trawa. Zielona trawa, pachnia³a. Tak nadzwyczajnie. Zanim poczu³a ten zapach po raz pierwszy my¶la³a, ¿e tylko w snach mo¿e byæ co¶ tak piêknego. Wrêcz idealne. Potem Mamcia. Mamcia by³a z³a. By³ huk i... Braciszek p³aka³...a potem.. Nie by³o ju¿ potem, niemal wrzasnê³a na siebie w my¶lach.
Dopiero teraz spostrzeg³a, ¿e zamknê³a oczy by móc bardziej wyra¼nie wyobraziæ sobie tê oto scenê. Nieco zmieszana chrz±knê³a.
- Przepraszam. Mo¿e pan powtórzyæ jakie by³o pytanie?
- Niech pani nie przeprasza, o czym pani my¶la³a? Mo¿e to nas na co¶ naprowadzi.
- Ah. - westchnê³a g³o¶no, zanim zd±¿y³ ponownie otworzyæ usta szybko doda³a. - O niczym szczególnym. Moja mama mówi³a, ¿e nie wolno tak robiæ, ¿e jest to z³e.
Spojrza³ na ni±, spod okularów w ciemnych oprawkach. Zamaszystym ruchem rêki zanotowa³ trzy s³owa. I jeszcze jedno linijkê ni¿ej, podkre¶li³ je.
Zaintrygowa³ go ten fakt. Wspomnia³a o dzieciach tak ni st±d ni zow±d. Milcza³. Czeka³ a¿ sama zacznie mówiæ, zapobiegaj±c przy tym od przerwania „my¶li”, która zapewne przed kilkoma minutami powsta³a w g³owie pacjentki. „ Fascynuj±ce!” - to s³owo wci±¿ chodzi³o mu po g³owie, ma³o brakowa³o, a nie wypowiedzia³ by go na g³os. Ju¿ od dawna. Jak wielkiego dawna? Pracujê ju¿ dobre 20 lat i rzadko, kiedy zdarzy siê, ¿e pacjent a¿ tak go zaintrygujê, jakby przyci±ga³ go do siebie, jak±¶ niewidzialn± magnetyczn± lini±. „ Stop, stop!” napomnia³ siebie w my¶lach, jeszcze trochê i zamiast lekarza w pokoju bêdzie przebywaæ dwójka pacjentów. I dostrzeg³ to. Wiedzia³ ju¿ czemu go tak inspirowa³a. Widzia³ w niej co¶ znajomego, na pocz±tku jednak zrzuci³ to dziwne uczucie na barki ciê¿kiego dnia. Od godziny 7;43, gdy w jego domu rozleg³ siê dono¶ny dzwiêk telefonu, szukaj±c go d³oni± wci±¿ natrafia³ na inne przedmioty. Kapeæ, ksi±¿ka, pilot- to i jeszcze wiele innych przedmiotów odrzuca³ natychmiast za siebie, pragn±c tylko znale¼æ ta pierunsk± s³uchawkê i przerwaæ t± „melodyjkê”, która lecia³a nie wiêcej: „ Prum,tam, tututu, prum, tuutu, tam, tam „ i od nowa.” Swoj± drog± kto wymy¶la tak pomylone dzwonki? Coraz bardziej sapi±c wyczu³ pod³u¿ny kszta³t. Ca³y czerwony na twarzy nacisn±³ czerwony guzik i us³ysza³.
- Dzieñ Dobry. Mam nadziejê, ¿e pan nie ¶pi.
Zawsze tak mówi±, zawsze!- pomy¶la³ z irytacj±.
-Nie ju¿ nie- ze wszystkich si³ stara³ siê aby w jego g³osie, nie by³y wykrywalne nutki gniewu. Zrobi³ g³êboki wdech i wydech. Jeden z pacjentów. Przez dwadzie¶cia lat, przywyk³.
- Z mê¿em dziejê ciê co¶ bardzo niedobrego, znowu powtarza te dwa s³owa jak mantrê- Wróci³y cienie , wróci³y cienie..”
Westchn±³. To bêdzie ciê¿ki dzieñ.
I teraz ta kobieta...
Przyjrza³ siê nazwisku zapisanym u góry kartki. „Nilysming” Nora Nilysming... Nic... Na Boga! Skarci³ siebie w my¶lach. Zajmij siê pacjentka, w domu bêdziesz sobie rozwa¿a³ swoje dylematy!
- Czego nie wolno robiæ? Co jest z³e?
Popatrzy³a siê na niego zdumiona.
- No przecie¿ mówi³am. Mamcia karci³a, gdy wykrêca³y¶my pranie o tak. Pokaza³a rêkami gest, co równie¿ móg³ oznaczaæ zawijanie wielkiego cukierka.
- Czemu?
-Robi³y siê przetarcia. - odpowiedzia³a mechanicznie. Powinnam ju¿ i¶æ. Mamcia czeka na obiad.
Spoglodn±³ jeszcze raz w akta dla pewno¶ci. Matka umar³a w 1993.
- Usi±d¼ powiedzia³ ³agodnym tonem.
-Ale mamcia...
-Na pewno nie bêdzie z³a.
- Naprawdê bardzo pana przepraszam, ale mamcia mówi³a, ¿e mam wróciæ przed dwunast±.
Jej spojrzenie skierowa³o siê ku zegarowi ¶ciennemu, wisz±cemu tu¿ na jego g³ow±.
12;13...
D³oni± napar³a na klamkê, spojrza³a przepraszaj±co..
- Naprawdê muszê. Proszê pana..?- powiedzia³a niemal szeptem..
- Tak?
- Czy mogê jeszcze przyj¶æ? Mamcia mówi, ¿e..
- Tak oczywi¶cie, ¿e tak...
Wieczorem, le¿±c w ³ó¿ku wreszcie do koñca zda³ sobie sprawê kim by³a pacjentka.
Przewróci³ siê na drugi bok, prawie zasypia³..
Dziesiêciolatka równo dziesiêæ lat temu by³a jego pacjentk±...
Zagubiona. Jej matka zginê³a tragicznie, wpad³a do studni. Studni bez dna. I teraz znów j± widzi jako kobietê, w której wci±¿ mieszka³o dziecko.. Uczucie pomocy znowu siê w nim obudzi³o.. Czy jutro przyjdzie? - wyszepta³, zmêczenie uporczywie o sobie przypomina³o..
Ponownie j± spotyka po tylu latach, wtedy j± zabrali, bo znalaz³ siê dla niej dom.... Teraz...
Zobaczy³ j±.. Krystalicznie niebieski oczy.. D¼wiêk trzech s³ów
w jego g³owie, usypia³ go niczym melodia.. „Ale mamcia mówi³a”

Autorstwa: Moncia219 - dodany dnia 09/07/2010 18:35 Czytañ 92
Komentarze
Brak komentarzy.

Reklama
Dodaj komentarz
Komentarze z linkami osób niezalogowanych będą automatycznie USUWANE!!
RSS do tekstów coci
Nick:



smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley smiley
Wy³±cz U¶mieszki w komentarzach

Oceny
Dodawanie ocen dostêpne tylko dla zalogowanych U¿ytkowników.

Proszê siê zalogowaæ lub zarejestrowaæ, ¿eby móc dodawaæ oceny.

Brak ocen.
Cia³o, Umys³, Dusza, Osoba - CUDO!
©2007 CoCi