wierszyki
milosne
Strona G³ówna      |      Wasze Wiersze      |      Artyku³y      |      Szukaj 09 Luty 2010 03:29
Ostatnie Artyku³y
Strzesz siê laska!!!
Wojna P³ci
Poca³unek
Kocham Inaczej
Narcyzm
                      więcej >>
Nowe
Wierszyki
Obietnice.
Kora.
                      więcej >>
Teksty
Piosenka.
Czasem..
                      więcej >>
Autorzy
lulu5
Roxanne
                      więcej >>
Nowe Komentarze
Artykuły
kto¶95
heterowiec
Wiersze
zraniona
Mirela
Teksty
lulu5
zapamietamto
Czytelnia
Aforyzmy
Znaczenie Imion
Wierszyki
Senniki
Opowiadania
Wiersze
Mi³o¶æ
Umys³
Dominika

Warszawa 08.05.2009



Dominika


Mój senny letarg obudził telefon. W słuchawce słyszę ciekawy młody damski głos, który mnie wypytuje o zakres moich usług w mojej pracy. Rozmowa wydaje się być normalna i rzeczowa, ale barwa głosu rozmówcy zdaje się być jakaś nienaturalna, taka prowokująca do flirtu. Dobre mam wyczucie, bo po chwili słyszę – Mam na imię Dominika, a pan? Trochę zaniemówiłem, bo co to ma do rzeczy, no, ale w końcu wyartykułowałem swoje imię. Potem rozmowa stała się już quiz’owa, bo posypały się pytania w stylu – Ile ma pan lat? Po chwili dodane smutnym namysłem – A może ma pan żonę? Następnie trochę weselszym - A może jest pan rozwodnikiem? Ilość niedorzecznych pytań, obudziła enta, który jak się okazuje uwielbia pojebane nimfy, więc wkrótce podjąłem wyzwanie i rozmowa przeszła na oczywistą stronę. Nie powiem, że jej klimat trochę mi się udzielił i zacząłem również modulować pożądliwym głosem, żeby podwyższyć poziom uwodzenia. Ale po dłuższej wymianie zdradzieckich fluidów rozmowa stawała się trochę dziwna, bo Dominika zaczęła opowiadać o sobie, sytuacje rodem z pojebanych czatów w dziale „Tematyczne”, więc zaniepokojony spytałem - Czy bywa i jak długo na czatach i skąd ma mój numer telefonu? W odpowiedzi usłyszałem, że owszem bywała i to bardzo często na przeróżnych portalach, a numer telefonu ma z jakiegoś ogłoszenia w szkole, poczym bardzo płynnie uwodzącym głosem zaczęła mi opowiadać, że jest 23 - letnią bardzo atrakcyjną i piękną kobietą, choć obecnie trochę spasioną, więc na diecie, poza tym jest bardzo niegrzeczną dziewczynką, z którą rodzice mają wieczne problemy, bo uwielbia mocnych facetów, takich coś na wzór „karków i dresiarzy”, których sprowadza do domu na ostry seks, ale obecnie jest na odwyku od tego, bo ostatnio zaliczyła prawie już wszystko i w dowód swojej prawdomówności pochwaliła mi się, że dość pokaźną kolekcje kondomów w wielkiej szczodrości ofiarowała w prezencie swojej, jak sądzę również pojebanej przyjaciółce, którą zna zaledwie 4 miesiące, a już oddałaby za nią głowę. Po tym wyznaniu uznałem, że najwyższy czas odpocząć od tej z dupy wyjętej rozmowy. Na odchodne podała mi domowy warszawski numer telefonu, z uwagą, żebym nigdy na niego nie dzwonił i całując mnie w krocze rozłączyła się. Uśmiałem się jak rzadko, kiedy, ale na wszelki wypadek postanowiłem zapisać jej numer komórki i domowy, bo coś czułem, że to tylko wstępniak. I nie myliłem się, bo następnego dnia zadzwoniła, ale już z innego numeru i po podobnej rozmowie jak wczoraj poprosiła mnie o adres mailo'wy, bo coś bardzo ważnego ma mi koniecznie do zakomunikowania. No i wysmarowała 4 maile, które w żaden sposób mnie nie uwiodły, ale w odpowiedzi wysłałem jej kilka linków muzyki z You-Tuba, z komentarzem enta, które zdaje się trochę ją ostudziły, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie tędy droga, moja droga typowa ambiwalencjo…

W sumie, to mogła się postarać lepiej, ale flirt w obecnych czasach jest towarem bardzo deficytowym, więc… Natomiast, jak oświadczyła mi z nieukrywaną satysfakcją, że będąc na odwyku sama się zaspokaja wibratorem i nawet ostatnio, jak robiła to w domu i na moją cześć wyła z rozkoszy wykrzykując z całych sił moje imię, to się zacząłem bardzo poważnie obawiać naszego nieuniknionego reala (spotkania), bo niestety znała również adres mojej pracy. Tym bardziej, że po tym, co mówiła, to na ewentualny real mogłaby przyjść ze swoim „wibrującym szwagrem” i było by - Marku poznaj swojego rywala? Nie powiem, że trochę mnie zaczęło zastanawiać to porównanie do wibrującego zmiennika, no, ale w dzisiejszych czasach to chyba jest trendy, więc uznałem to za pewnego rodzaju komplement, a może i wskazówkę, bo jak mawia Lew Starowicz, w kontaktach cielesnych wszystko jest dopuszczalne, byleby było akceptowalne przez partnerów. Podążając dalej tym dziwnym tropem, to może ona oczekuje, żebym na przyszły real odpowiednio się przygotował tzn. najpierw zamoczył GO w kleju, potem w żwirze, a na końcu w pierzach z poduszki, a całość przed tym owinął nie izolowanym drutem tylko po to, żeby pewnie w oczywistej chwili podłączyć do prądu. Uwierzcie mi, że będąc na czatach już ok. 5 lat i bawiąc się w napierdalanie ludzi poprzez generowanie w nich emocji uodporniłem się na takie jazdy i to nawet bardzo, ale takiego kurwa realnego zjeba dawno nie słyszałem. A co ja będę wam owijał w bawełnę, nigdy jeszcze nie słyszałem. Chyba tak do końca nie zdajemy sobie sprawy, jakie paszporty chodzą po tym świecie i dopiero między innymi czaty, a raczej nasza w nich anonimowość, to demaskują. Teraz już chyba wiem, co świadomie wypierałem, że na seksach siedzą ludzie, którzy po zdawkowej wymianie myśli na privach umawiają się na reale, na których uprawiają ostry jednorazowy seks. Już nie wspomnę, że ona ma młodszą siostrę w klasie maturalnej, która ją kiedyś przyłapała, jak miała w pochwie dezodorant a między nogami kamerkę internetową, bo właśnie była w trakcie odbywania randki czatowej. Tak sobie myślę, że jak na nią trafi normalny dojrzały facet, taki trochę znudzony rodziną i niebywający w ogóle na czatach to ona go połknie i to z butami i nawet nie będzie wiedział, kiedy. Zmierzam do tego, że czaty, to tak do końca nie jest czas stracony, wiem, że bywają tam ludzie normalni, ale w myśl powiedzenia - Kto wiatry wznieca, ten zbiera burze, więc skoro robię ludziom jazdy, to trafiam najczęściej na takich zjebów. Kiedyś zadzwoniła z pracy, postanowiłem trochę przyspieszyć i wpisałem telefon w Google i uzyskałem adres jej pracy. Jak jej to zakomunikowałem, to trochę posmutniała, bo już przestała być anonimowa? Skąd ja znam te zachowania, rodem, z czatów? Kiedyś Lance mi napisał, że pan Kowalski dopóty jest atrakcyjny, dopóki jest tajemnicą, urealnienie sprawia, że staje się prozaiczny, jak reszta na realu. Po tym urealnieniu zauważyłem, że zaczęła być już w miarę normalna i zaczęliśmy rozmawiać realnie. Ale w sumie, co z tego, skoro mnie wciąż pytała gdzie pracuję, tak jakby cierpiała na chorobę chwilowej pamięci. Im dłużej z nią rozmawiałem, tym coraz mocniej czułem zapach jej zagubienia spotęgowany zmiennością nastrojów. Coś mi w niej nie grało i rozmawiając z nią o narkotykach, wyznała mi, że brała takie psychotropy, że dawka 6 tabletek na raz sprawiłaby, że musiałaby w pław przepłynąć przez rzekę zmarłych. Jedno, co mnie zaniepokoiło i to bardzo, oraz zmusiło do głębszej refleksji, to jej wyznanie, że odnosi nieodparte wrażenie, mojej jej bliskości, tak jakby mnie całe życie znała. Drążyłem dalej, jak to mam rozumieć, bo zaniepokoiłem się i to nie na żarty. W końcu wyznała mi, że jak była w zakładzie, to miała bardzo dużo czasu na rozmowę z współlokatorami. Poczym nie siląc się na zbytnią delikatność zapytała mnie wprost – Czy może kiedyś byłem u psychiatry, bo wyczuwa we mnie, to samo, co jej dolega. Nazwała to zachwianiem osobowości. Nie no kurwa, jeszcze tego nie grali, bo z myśliwego stawałem się zwierzyną? Ale, jak mawia Kornelka – Nie ma ludzi normalnych, są tylko niezdiagnozowani, więc normalność, to rzecz względna, bo na ogół określona jest dla jakieś średniej zachowań większości, więc uff... Wyczuwałem u niej niesamowitą patatajkę myśli, ale, jak była mało podekscytowana, to nawet fajnie mi się z nią rozmawiało, tyle, że występująca u niej zmienność tematyczna przypominała bardziej powietrzną walkę myśliwców niż nobliwy lot balonem. W znanym sobie stylu, nie chcąc psuć zabawy dla wyobraźni enta, nie zadawałem właściwych pytań, ale ona sama, co jakiś czas coś nowego mi uświadamiała i w pewnej chwili zapachniało realem, bo ma książki do kserowania. Uznałem, że to chyba dobrze, bo w końcu wyląduje w swojej wyobraźni, jak ujrzy pana w wieku jej ojca. Z doświadczenia wiem, że rozmowy na komunikatorach są zwykle bardzo wybujałe, bo, to kontakt pozbawiony wszystkich zmysłów, w którym na ogół nasza wyobraźnia podświadomie marzy, więc im szybciej jest spotkanie realne, tym szybciej wszystko wraca do normalności. A tak poważnie, to ja jeszcze kurwa na łeb nie upadłem, żeby romansować realnie z laską dwa razy młodszą i to z małym haczykiem <wstydniś> Oboje z Agą jesteśmy w lokalu, ona coś tam skrobie będąc w internecie, ja obsługuje klientów … I wchodzi wysoka, tak około ponad 170 cm, młoda dziewczyna trochę otyła, ale proporcjonalna, blond włosy upięte opaską do tylu, na nosku gustowne okulary. Ubrana zwyczajnie, z torbą pokaźnych rozmiarów i z książką w dłoni, na ręku widzę zegarek, niby nic szczególnego, ale w obecnej dobie jest rzadkością, bo każda komórka posiada pomiar czasu. Oczy takie śmiejące się i bardzo pewne siebie. Ale moją męska uwagę przykuła trochę zbyt obcisła czerwona bluzka na guziczki, która skrywała dość pokaźnych rozmiarów jędrne piersi, oraz wystający okraszony „oponkami” brzuszek. Coś mi mówiło, że to Dominika. Jak usłyszałem głos, już nie miałem najmniejszych wątpliwości. W sumie tak mniej więcej sobie ją wyobrażałem, bo misiaczkowaty głos bardzo pasował do reszty. Uśmiałem się trochę, bo ledwo weszła, a już niczym nie skrępowana zaczęła swój taniec modliszki mówiąc – Cześć Marku, uśmiechając i prężąc się jak kotka. W sumie nawet obecność obcej dla niej kobiety w osobie Agi nie krępowała jej zbytnio i wyglądało to tak, jakby chciała ją wykorzystać jako wspólnika, który ma mnie przytrzymać, żeby ona mogła mnie skonsumować po swojemu. Zaczęła wyciągać przeróżne książki pytając - Ile będzie ją kosztowało ich skserowanie? W trakcie rozmowy figlarnie zaglądała mi w oczy i zmysłowo zupełnie jak kotka wyginała swe ciało. Wkrótce do mnie dotarło, że ona w ten sposób negocjuje zapewne cenę, bo sądziła pewnie, że zmięknę pod naporem tej pożal się boże pantomimy. Rozmawiając z nią wiłem się jak w ukropie, nie dopuszczając do zbyt poufałego kontaktu, bo jej chuj oczami wprost wychodził i może dostałby jakiś upust, ale obecność Agnieszki i jej wymowne lodowate spojrzenia w kierunku mojej nimfy, sprawiły, że nie bardzo miałem pole manewru. W pewnym momencie, o zgrozo, Aga skwitowała lakonicznie – Dobra Marek, wszystkie przelewy poszły, to ja spadam i wyszła. No to kurwa wtedy dopiero się zaczęło. Ja sądziłem, że dam sobie radę, ale zachowanie Dominiki przerastało moje najśmielsze oczekiwania, no, bo jak sobie poradzić po męsku z kobietą, do której coś mówisz, a ona uśmiechając się uwodzicielsko zbliża swe usta na odległość oddechu i zaczyna ciebie wąchać? Wiłem się jak w ukropie, często schodząc jej z pola ataku, nie no kurwa mać, wyjawię wam prawdę, ona po prostu wskrzesiła we mnie pensjonariusza. Sytuacja naprawdę była komiczna, bo ja dojrzały facet zachowywałem się jak prawiczek, a ona przeszło dwa razy młodsza, jak dojrzała kobieta doskonale wiedząca, czego chce. Nawet jak usiadłem na stole, to musiałem wstrzymywać jej biodra, które się zalotnie zbliżały do mnie wraz ze zbyt opiętą bluzką, której nie dopięte guziczki ukazywały koronkowy stanik, który niczym wojskowa siatka maskująca ukrywał „Grubą Bertę”- (…) Gruba Berta 420mm niemiecki moździerz oblężniczy stacjonarny montowany w wykopie to typ Gamma, oraz na platformie kolejowej jako typ M, z okresu I – szej wojny światowej zdolny do burzenia ścian i stropów żelbetowych o grubości do 2,5m oraz przebijania osłon pancernych o grubości do 300mm. O masie własnej dochodzącej do 32 tyś ton, strzelająca pociskami o masie do 1160 kg na odległość bliską 14,2 km (…) Na koniec tego niesamowitego spotkania, zostawiła mi książkę do kserowania Elżbiety Święcickiej Macavoy „Miłosna obsesja, czyli syndrom Marylin, Monroe”, którą to poleciła jej bardzo gorąco w ramach terapii jej pani psycholog, a którą w/g Dominiki doskonale opisuje, to, co ona sama przeżywa. (…) Na przykładzie biografii Marylin Monroe chciałabym pokazać niszczącą siłę obsesji miłości. Dramat życia osób, chorych na tą chorobę, jest często podobny do dramatu Marylin; zazwyczaj są to osoby podziwiane, uznane powszechnie za atrakcyjne i utalentowane, lecz pomimo towarzyszącego im wiecznego marzenia o spełnieniu w miłości, przeżywają jedną porażkę za drugą (…) Dobra nic dodać i nic ująć, ale moim skromnym niczym niezmąconym zdaniem Dominika bardziej wyglądała na schizofreniczkę, którzy na wiosnę bywają bardzo pobudzeni emocjonalnie i seksualnie. Wyszła, a ja mogłem w końcu spokojnie się pozbierać do kupy, bo dawno mi tak nikt nie dał do wiwatu, demaskując moją dość nieśmiałą i chyba trochę pokręconą męską naturę. Po tym realu nasze rozmowy telefoniczne zaczęły być w miarę normalne i z jej strony bardzo szczere i sprowadzały się przeważnie do wysłuchiwania przeze mnie tego, co jej się wydaje w euforii, lub jak miała doła, tego, jak ona to wszystko pierdoli i ma zamiar znaleźć prace i wyprowadzić się ze swojego pokręconego domu. W sumie to mi się jej żal robiło coraz bardziej i coraz częściej włączał mi się „tryb tatusia”, bo młoda i na swój sposób osobliwa, a rodzina całą uwagę skupiła na młodszej siostrze, która właśnie teraz piszę maturę. Bardzo czuła się odtrącona i samotna, chociaż ma chłopaka, z którym planuje w przyszłości założyć rodzinę, ale on też chyba jest na swój sposób pojebany, tyle, że moim zdaniem ze wskazaniem na bardzo, ponieważ rzadko odbiera jej telefony, więc coś jak prowadził ślepy kulawego, ale co mnie to… Pewnego razu z samego rana zadzwoniła będąc cała w niesamowitych skowronkach i cieszyła się, jak dziecko, bo kupiła sobie słuchawki bezprzewodowe i poza tym dzień jest taki piękny. Trochę się powyłupialiśmy i rozłączyłem się nie chcąc naciągać ją na kasę. Tego samego dnia, tyle, że późnym popołudniem, tak ok. 18 szedłem sobie na browarka i znowu zadzwoniła, tyle, że dla odmiany była w strasznym dole, taka inna rozżalona i sfrustrowana. Z tego, co mi mówiła, to miała nieprzyjemne ścięcie z rodzicami, którzy wrócili z działki trochę podminowani i wychodziło na to, że się na niej wyładowali. Mówiła bardzo smutnym i zdenerwowanym głosem, używając zbyt często, zupełnie, jak nie ona, słów: pierdole, pojebani, wypierdalam, żaliła mi się, i nawet chciała się wyżalić swojemu chłopakowi, tyle, że on zwyczajowo dla siebie nie odbiera jej telefonów. Nie chciałem przedłużać tej do nikąd prowadzącej rozmowy, bo problem jest zbyt poważny, a przez telefon, to żadna rozmowa i taktownie w myśl „odmowy po angielsku” zaproponowałem spotkanie, licząc, że nie dojdzie do skutku, bo wiedziałem, że wcześniej umówiła się ze swoim chłopakiem. Ale Dominika zapaliła się niespodziewanie bardzo, więc zacząłem ją studzić, że jest późno i poza tym jest umówiona ze swoim przydupasem. Nie odpuszczała, mówiąc, że z tego spotkania to i tak kurwa, jak zwykle nic nie wyjdzie, więc żebym przyjechał. Mieliśmy się spotkać pod jakimś marketem nie daleko jej domu. Zaproponowała, że pójdziemy potem do jakiegoś parku spokojnie porozmawiać. W sumie miejsce neutralne mi odpowiadało, bo pamiętając jak się zachowywała ostatnio w lokalu, to nie wiem, co jej jeszcze może odpierdolić, a to co mi wtedy zafundowała, to teraz w miejscu publicznym, i to pod czułym okiem gapiów, mogłaby wyglądać na spotkanie pedofila karmiącego cukierkami trochę starsze dziecko. Zrezygnowałem z browarna i odziany w pelerynę Anioła Stróża pojechałem na spotkanie. Jadąc nie planowałem żadnej strategii rozmowy, byłem dziwnie wytłumiony i taki bez wiary w to, czy w ogóle to spotkanie dojdzie do skutku, tak jakbym chciał sobie tylko pojeździć autobusem. Pierwsza niespodzianka pojawiła się w momencie dotarcia do miejsca spotkania, bo to jak wytłumaczyła mi dojazd, to na pewno bym dotarł, ale następnego dnia. Nic udało się, dałem strzałkę na fona i z oddali wyłania się jakas postać z psem, który człapał tak, jakby mu się baterie właśnie kończyły. Zdawkowe cześć, fajny pies, tyle, że 14 letni, taki mieszaniec pudla z drzewem i zaczyna Dominika – Kurwa nie wiedziałam, że jest tak późno, myślałam, że jest około 18 - tej, a było ok. 20 - tej, bo na 20.30 jestem umówiona z chłopakiem, więc pojedziesz ze mną na to spotkanie autobusem i sobie po drodze pogadamy. Nagle poczułem, że ktoś zajebał mi pelerynę i tym samym stałem się Upadłym Aniołem. A tak w ogóle to mi ręce kurwa opadły i jebnąłem takim śmiechem, że obudziłem enta. Ja pierdole, to ja dymam przez pół miasta w wylniałej pelerynie Anioła Stróża, żeby ją pocieszyć, a ten kurwa, zjeb, bo na inny komplement w tej chwili nie zasługiwała, nosi zegarek, chyba tylko jako pierdolony rekwizyt teatralny rodem z filmu „Potop”, lub dla ozdoby. Ale nic, już chciałem pierdolnąć drzwiami i tak się pożegnać z kurwami, wtem ent się wzbudził - Ty wydymany Aniele Stróżu, wstrzymaj cugle i nie myśl tylko o sobie, fajna jest, taka zakręcona, pogadam sobie z nią. Dobra encik, w sumie,…ale się streszczaj. Tak sobie idziemy, ona cały czas nakręcona, próbuję mimo wszystko rozładować sytuację, ale daremnie, bo gwiazda zachowuje się tak, jakby cały jej wachlarz już przed przyjściem na bal był zapisany kandydatami, a raczej do jej uszu i to chyba na 4 lata do przodu, ponieważ nic do niej nie docierało. Idziemy sobie elegancko przy małym kanałku i jak na warunki warszawskie bardzo rwącym, ona cały czas mimimimimi i ciągnie tego stworka, a pies nie bardzo wie czy ma iść czy srać, a może zdechnąć, bo kuca i tak idzie, albo skręca sobie gdzieś w pizdu. Nie mogę, ale parada okazów Anno Domini 2009, dla których moja obecność to już chyba zbytek łaski. Tak se idziemy wzdłuż tego rwącego potoku pod wiaduktem jezdni i tylko mi kanadyjek brakowało, bo zapach wilgoci, falujący na wietrze niczym (…)Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, Omijam koralowe ostrowy burzanu (…), wymieszany ze szczynami, oraz kwitnącym wiosennym kwiatostanem pobliskich drzew, trochę kompensował mi tę niewątpliwie parzystokopytną porażkę. Wtem zauważam jak sobie koło nas niczym nie skrępowany, zupełnie, jak na deptaku gwiazd w Międzyzdrojach przechadza się na luzaku wypasiony około 20 cm szczur wodny. Mówię do Dominiki – Ty zobacz, jaki fajny szczurek, a ona na cały głos - Kurwa gdzie?!! I z buta, tak, że mało psa nie udusiła. To wydarzenie, tylko na chwilę przerwało jej słowotok i wracając tą samą drogą coś do niej mówiłem, a ona w miejscu poznania szczurka znowu w obrzydliwej panice w długą, mimo, że jego już tam nie było. Takie zachowanie, nawet enta zastanowiło, bo zapachniało nie osobliwością, ale zwykłą prozaiczną chorobą psychiczną. Odprowadziła psa i wróciła z pokaźnych rozmiarów torbą, której się bacznie przyglądałem bardzo zaniepokojony, obawiając się, czy aby nie jest wykonana z jej pudla. Podeszła, ale dla odmiany oznajmiła – Jadę, a nie jak przedtem jedziemy, więc, jak zwykle coś jej znowu się zmieniło w tej z dupy wyjętej główce, al’a Marylin Monroe. Ale nic, poszliśmy sprawdzać rozkład jazdy autobusów, Dominika cały czas maniakalnie pierdoliła, że się na pewno spóźni i dzwoniła do niego, tyle, że on jak zwykle nie odbierał. Usiedliśmy na przystanku, chwila ciszy, coś chciałem powiedzieć, a ona, tak ні прuчом – Kurwa przez tego jebanego psa, to zawsze się wszędzie spóźniam i nie mogę się z nikim umówić, bo ciągle te jego spacery. Nastała cisza, podczas której popatrzyliśmy sobie z entem bardzo wymownie w oczy i najwyraźniej jej surrealistyczny czar już prysł, bo encik wypalił tekstem – Marek, ona trochę już nudna zaczyna być i taka bez sensu, więc jest twoja. Już chciałem powiedzieć mu – A nie mówiłem? Ale co ja będę stresował tego chłopca i patrząc jej w oczy powiedziałem – Dominiko odnoszę nieodparte wrażenie, że twój czas antenowy dla mnie już powoli dobiega końca, więc jutro odbierzesz książkę, poczym wstałem i udałem w się przeciwna stronę, co ona. Następnego dnia zadzwoniła z samego rana z pytaniem - Czy książkę już skserowałem? Odpowiedziałem, że jeszcze nie, bo nie uzgodniliśmy ceny, poczym jej wyliczyłem bez żadnego upustu. A tak poważnie, to naprawdę nie rozumie, na co ona liczyła, bo była zdziwiona moją reakcją bardzo. Uszczypnijcie mnie, bo chyba nie sądzicie, że myślała, że się trochę powygina, odpierdoli na spotkaniu jakiś wiejski fanfatal, poczym ja będę się starał odzyskać w jej oczach dawne względy, robiąc ksero dla niej za darmo? Jeśli na to liczyła, to moi młodzi panowie, przyszli ojcowie i głowy rodzin trzymajcie się mocno, bo zawieje rollercoaster‘emem  - Lepiej wykastrujcie się, póki jeszcze wasze życie jest mało problematyczne. A tak ogólnie, to powiem wam szczerze, że już pomału dociera do mnie wymowa fragmentu tekstu piosenki (…) tacy sami, a ściana między nami (…), która sprawia, że coraz mniej mam ochotę na jakiekolwiek, spotkania z czata, potocznie zwanym, real'emi, bo to na ogół są kosmosy, w których nigdy nie wiadomo, z kim tak naprawdę się umawiasz, a jeśli już dochodzi do spotkania i jest to osoba w miarę normalna, to dla odmiany podczas rozmowy przeważnie stwarza wrażenie, że to spotkanie jest w większym gronie, bo bez przerwy patrzy na wyświetlacz komórki lub wciąż pisze lub odbiera sms’y…



Logowanie
Nazwa U¿ytkownika

Has³o



Rejestracja
Przypomnienie Has³a
Krzykoskrzynka
Nick:

Wiadomo¶æ:
Pomoc

cze¶æ (4 dni temu)
olka jula

agta wier (4 dni temu)
szask army siê kark id¿

kszykoskszynka (tydzien temu)
kszykoskszynka

Archiwum
Czytam
Znak
Joana

Erotyczny Cudo
Nasze Teksty
Rozmowy Czatowe

Nieruchomosci
E-papierosy
U¿ytkowników Online
Go¶ci Online: 2
Cia³o, Umys³, Dusza, Osoba - CUDO!
©2007 CoCi